Delhi – ucieczka

Tropienie tytułowych śladów zaczęliśmy od Delhi. Po opuszczeniu samolotu na lotnisku Indiry Gandhi nad ranem znaleźliśmy się w mieście. Trzeba przyznać, że wiele zmieniło się od kiedy byłem tu 3 lata temu. Faktycznie Indie okazują się być krajem ulegającym szybkim przemianom. Lotnisko nie różni się już zbytnio od europejskich. Poprzednio po opuszczeniu terminalu po prostu przeszliśmy przez ulicę, by odpocząć na murku pod drzewem, obok śpiącej krowy i w sąsiedztwie oczekujących poranka tuk-tuków i taksówek. Czekaliśmy na świt, by wyjechać w kierunku Pahar Ganj, gdzie są najtańsze kwatery. Tym razem jednak nie było gdzie się rozsiąść. Od naszej ostatniej wizyty miejsce wygodnego murku i zagajnika zajęła drogowa infrastruktura. A samo miasto? Dotarliśmy na Connaught Place w środku nocy. Zastaliśmy ulice dziwnie wysprzątane, śpiące Hindusami rozciągniętymi tu i ówdzie na chodnikach i z guest housami pozapychanymi z uwagi na nadciągające święto – Diwali. Święto świateł to w Indiach impreza porównywalna co do skali i rozmachu z naszym Bożym Narodzeniem. Stąd też brak miejsc w hotelach, a także, co gorsza, brak możliwości  rezerwacji biletu żeby wyjechać z kilkunastomilionowej stolicy. Groza naszej sytuacji była wielka, bo za jedyną, pierwszą noc musieliśmy zapłacić astronomiczną sumę. Perspektywa pozostania na miejscu zmusiła nas do ucieczki w jedynym dostępnym kierunku – przez Agrę do Waranasi. W każdym razie jedynie ten kierunek zgadzał się z grubsza z tym, co zaplanowaliśmy. Niestety, dzięki temu nasze plany spotkania się z Luizą i Łukaszem wzięły w łeb… Może jeszcze nam się uda za jakieś 3 tygodnie, gdy będą już powoli wracać do domu…

Pociągi to niemała atrakcja i przygód mnóstwo. Co prawda ja jeszcze przez kilka dni odsypiam…

Poniżej kilka fotek z pociągu: spragnieni chińskich bananów przygodni pasażerowie nie mogą wejść do środka, Wojtek zachwycony komfortem jazdy oraz jeden z grupki napotkanych Chińczyków. To chyba najlepiej przygotowani na zmiany globalizacyjne osobnicy Homo sapiens. Cała grupka mówi po chińsku od dziecka, po angielsku, co konstatujemy nawiązawszy kontakt, całkiem-całkiem, a podróżują po Indiach przy okazji – na co dzień studiują hindi na uniwersytecie w Delhi. W rezultacie mówią trzema językami zdecydowanej większości ludzi na świecie. Aha! No i pochrapujący sadhu, tutejsi święci mężowie w drodze do Benares – najświętszego miasta Hindusów.

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Indie, Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Delhi – ucieczka

  1. Lukasz i Luiza pisze:

    Pozdrawiamy podroznikow! Widzimy ze tez pomykacie w szybkim tempie przez ten szalony kraj, my chwilowo osiedlismy na laurach a raczej na Goa. Zyczymy duzo cierpliwosci w waszych podrozach i czekamy z ciekawoscia na nastepne posty!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s