Kushinagar

I oto już w godzinie nocnej znaleźliśmy się w Kushinagar. Albo, ściślej biorąc, już po zapadnięciu nie rozświetlonego obecnością zwykłych u nas lamp przydrożnych zmroku, wysiedliśmy z autobusu na środku drogi. Komu zdarza się bywać częściej w górach lub w ogóle poza miastem, ten z pewnością natychmiast zrozumie co oznaczał całkowity brak oświetlenia elektrycznego w nieznanym miejscu – ciemność jest niemal zupełna, zapada w pierwszych momentach jak kurtyna z niedotykalnego materiału. Na szczęście po chwili, gdy wzrok przyzwyczaił się już do nowej sytuacji dostrzegliśmy, że nieopodal znajduje się brama do miasta, za którą bierze początek jedyna, półkoliście biegnąca jakieś 4km przed siebie droga. Znaleźliśmy się w Kushinagar – miejscu, w którym Budda Śakyamuni miał wstąpić w parinirwanę, odejść z tego świata. Z daleka dostrzegliśmy jasno rozświetloną, zwężającą się ku górze iglicę birmańskiej pagody – kolejnej z kopii Szwedagon Paya (oryginał jest w Rangunie). Ruszyliśmy więc żwawo w tamtym kierunku. Po sprawdzeniu jednego klasztoru oraz bogato wyglądającego hotelu, z których miejsc noclegowych nie skorzystaliśmy, zaczepił nas na ciemnej ulicy przejeżdżający na rowerze, młody mnich znający kilka zwrotów po angielsku. Za jego przewodnictwem trafiliśmy szczęśliwie, po przejściu jeszcze kilkuset metrów, na dziedziniec tybetańskiego klasztoru, gdzie przywitała nas gromadka uśmiechniętych od ucha do ucha mnichów o wyraźnie odmiennej od hinduskiej powierzchowności, a także miły staruszek zawinięty w szafranową szatę, także mnich. Wylądowaliśmy więc na nocleg w klasztorze. Warunki co prawda były spartańskie, ale też nie wymagano od nas poniesienia żadnej ustalonej opłaty – mieliśmy jedynie przekazać coś w formie ofiary, co też uczyniliśmy głowiąc się wcześniej jaką kwotę zostawić, aby naszego miłego gospodarza nie obrazić. Gdy zapłaciliśmy za noclegi po 50 rupii, co stanowi kwotę co najmniej czterokrotnie niższą od cen zwykłych pokojów w guest housie, zostaliśmy entuzjastycznie poproszeni o jak najczęstsze powroty w to miejsce.

Przy okazji uiszczania stosownej ofiary, podczas ostatniego naszego wieczora w tym miejscu, zostałem przez naszego gospodarza zaproszony do pomieszczenia świątynnego, urządzonego bardzo starannie i dobrze utrzymanego, czego nie dało się powiedzieć o reszcie klasztornych pomieszczeń – funkcjonalnych, ale dalekich od europejskich standardów sterylności. Przy tej okazji zostałem poczęstowany solidną czarką prawdziwej tybetańskiej herbaty – z solą i masłem… co za smak! Żałuję, że nie mogłem porozmawiać z naszym gospodarzem, który okazał się jedynym stałym rezydentem tego miejsca, w jego ojczystym języku. Mówił po angielsku raczej słabo, podczas rozmowy wyszło jednak na jaw, że przybył tu uciekłszy z okupowanego Tybetu w tym samym roku co Dalajlama. Mieszka więc od lat w Kushinagar spotykając głównie pielgrzymów, wśród których świeccy zapewne są mniejszością, a biali to, jak się wydaje, nieczęste wyjątki. Na ulicach, a właściwie ulicy, nie spotkaliśmy podczas naszej wizyty ani jednego białego człowieka. Stanowiliśmy z Wojtkiem rodzaj atrakcji dla miejscowych, wszędzie zwracając na siebie uwagę. Jednak w ciągu dnia na terenie klasztoru mieliśmy pełną swobodę – zarówno nasz gospodarz, jak i przejezdni mnisi wcześnie rano znikali powracając dopiero wieczorem. Łażąc po płaskim dachu naszej noclegowni odpoczywaliśmy spoglądając na mieszczące się za ogrodzeniem stupę i świątynię kryjącą słynny posąg leżącego Buddy. Wszystko to umieszczone w centrum dobrze utrzymanego, co charakterystyczne dla terenów zarządzanych przez Archeological Survey of India, parku. Posąg z V wieku rzeczywiście różni się wyraźnie od wielu podobnych, będących jego kopiami. Ten jest wykonany piękniej, z większym wyczuciem proporcji, tamte w porównaniu z nim rażą nieraz tandetnym naśladownictwem. Leżący w ustalonej tradycją pozycji, na boku i z ręką podłożoną pod głowę, ozłocony płatkami szlachetnego metalu Budda co dzień przykrywany jest wieloma płachtami materiału w takim samym kolorze, rano odbywa się rytuał odkrywania posągu, na moich oczach znikają stosy ułożonych wokół świeżych, białych kwiatów lotosu. Czyżby codziennie pojawiały się nowe? Popularny ponoć na południu zwyczaj oklejania posągów Buddy i miejsc z nim związanych płatkami złota jest i tutaj praktykowany. Szczęśliwie głowa posągu pomijana jest w trakcie tego rodzaju rytuałów, tutejszej odmianie tak dobrze nam znanej, choć tak innej u nas dewocji. Nie brak tez jednak pielgrzymów bardzo intensywnie, emocjonalnie przeżywających osiągnięcie celu swojej wizyty w Kushinagar. Kilkakrotnie byłem świadkiem szlochów dorosłych mężczyzn, zwłaszcza Hindusów, co robiło wrażenie dość dziwne, bo trudno było stwierdzić na ile stanowiło to wynik hinduskiego infantylizmu, a na ile głębszych przeżyć religijnych.

Odwiedzam to miejsce kilkakrotnie, by napatrzeć się złotemu obliczu spokojnie i z uśmiechem na twarzy odchodzącego Śakyamuniego. Chyba każdemu można by życzyć takiej pogody ducha i spokoju w chwili, w której nadchodzi moment ostatecznego pożegnania się ze światem, przynajmniej w tym wcieleniu…

Park wokół Mahaparinirwana Temple otoczony jest, podobnie jak było to w Lumbini, rozmaitymi przybytkami świątynnymi i klasztornymi pozakładanymi przez przedstawicieli wielu krajów, gdzie buddyzm stanowi religię dominującą lub znaczący element historii kultury, jak w Chinach.

Trochę komiczne wrażenie robi na mnie Hindus wystylizowany na Banderasa (tego z Desperados!). W upale przechadza się odziany w ciężki, czarny skórzany płaszcz, takiż kapelusz i buty. Uff… Uwielbienie tubylców dla zachodniego kina musi nie mieć granic🙂

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Indie, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s