Bodhgaya

Dziś już ostatni dzień w tym czwartym z czterech najważniejszych miejsc związanych z życiem Buddy. W Bodhgaya pod drzewem bodhi (Ficus religiosa) Siddhartha Gautama, zarzuciwszy wcześniej skrajną ascezę, a więc obrawszy drogę środka, miał osiągnąć najwyższe oświecenie – rozwiązanie zagadki życia i śmierci, przezwyciężenie cierpienia. W ten sposób stał się Buddą – przebudzonym. Jeśli wierzyć przesłaniu idących w jego ślady obecnie, a tych, jak widać to w Bodhgaya, nie brakuje, każda czująca istota jest w możności osiągnąć podobny stan, gdyż to, co stanowi jej prawdziwą naturę nie różni się od stanu Buddy. Tak czy siak wszystko to pozostaje do samodzielnego sprawdzenia. Jedne z nauk, które Budda miał przekazać swoim uczniom przed odejściem wskazywały, iż nie należy zbytnio ufać słowom żadnych nauczycieli, włącznie z nim samym, lecz sprawdzać wszystko samemu i opierać się na tym, co faktycznie doświadczone, sprawdzone właśnie. Trudno chyba o bardziej antydogmatyczną postawę…

Bodhgaya to najbardziej zaludnione pielgrzymami ze wszystkich kontynentów miejsce spośród tych, które odwiedziliśmy (mam jeszcze na myśli Sarnath, Lumbini i Kushinagar). W centrum parku otaczającego legendarne miejsce oświecenia, z wyrastającym obok potężnym, wspartym rozłożystymi konarami na licznych stalowych dźwigarach drzewem bodhi, strzela w niebo Maha Bodhi Vihara. Gmach robi przemożne wrażenie. Ściany pokrywają liczne płaskorzeźby, w ich zagłębienia powciskane są na każdej wysokości mniejsze i większe stupy, wizerunki buddów i cała masa zdobniczych motywów. Wokół od świtu do zmierzchu przelewa się tłum rozbawionych Hindusów na przemian ze skupionymi grupami pielgrzymów. Religijne prostracje, bieganina wszędobylskich naciągaczy, zgromadzeni wokół zewnętrznych ogrodzeń żebracy, mnisi ze wszystkich zakątków Azji: wytatuowani Birmańczycy i Tajowie o wydatnych kościach policzkowych, owinięci żółto-pomarańczowymi szatami; skośnoocy mnisi Korei i Japonii w szarościach i bielach wraz z tłumem świeckich rodaków, zaopatrzonych w błyskające na wszystkie strony aparaty fotograficzne; karmazynowe postaci przedstawicieli rozmaitych szkół buddyzmu tybetańskiego; błyskający bielą oczu i zębów mocno ciemnoskórzy mnisi z południa, może z Cejlonu; do tego trochę zaangażowanych Europejczyków i Amerykanów…

Dzisiejszego popołudnia odjeżdżamy w stronę Radżgiru (dawna Radżagryha) i Nalandy, by w miarę możliwości jeszcze 17 listopada znaleźć się ponownie, już chyba ostatni raz podczas tej podróży, w Benares…

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Indie, Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s