Bangkok, 27.10.2011, pierwsze newsy o ‚katastrofalnej’ powodzi

Od wczoraj jesteśmy w Bangkoku, na Khao San. Po nieskutecznej porannej wyprawie po birmańskie wizy dochodzimy ciągle do siebie ze względu na zmianę czasu. Turystyczne atrakcje miasta odłożyliśmy na jutro. Sprawy wizowe zadecydują o tym jak długo tu pozostaniemy. No i jeszcze ciągłe zagrożenie powodziowe – dziś wieczorem obserwowaliśmy występującą z brzegów rzekę Chao Phraya. Jednak nastrój panujący w Bangkoku niczym nie przypomina sensacyjnych doniesień znanych nam z polskich mediów (sensacyjność owa, granicząca z dezinformacją, zasługiwałaby na osobny wpis). Życie toczy się normalnie, na twarzach Tajów ani śladu paniki, którą momentami sobie wyobrażaliśmy, wszędzie pełno przechadzających się uliczkami Khao San i imprezujących turystów z Zachodu… Wygląda na to, że najgorsze, co może nam się przytrafić to utknięcie w Bangkoku ze względu na nieprzejezdność dróg. Cóż, zobaczymy… Póki co wrastamy w miasto. W razie kłopotów opuścimy je udając się najprawdopodobniej na południe, lecz jutro raz jeszcze podejmiemy próbę zdobycia niezbędnych przy wizytach w Birmie wiz – moja dzisiejsza rozmowa telefoniczna z „visa officer” (urzędnikiem birmańskiej ambasady) przyniosła obiecujące wieści…
Aha: postanowiliśmy poświęcić część wpisów naszej córeczce, Ali. Planujemy, dla odróżnienia ich od pozostałych, tytułować je konsekwentnie „Alicja po drugiej stronie globu”. Kto wie? Może uzbiera się na osobnego bloga?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tajlandia, Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.