Bangkok, Alicja po drugiej stronie globu cz. I (tekst Kasi)

Alicja jest trzyletnią rozgarniętą dziewczynką. Okazuje się, że jest także wspaniałym małym podróżnikiem. Podjęcie decyzji o podróży w Azję z dzieckiem nie było łatwe. Mnóstwo wahań, niepokojów. Jesteśmy od 4 dni w drodze. Ala zaskakuje nas na każdym kroku rozwiewając wątpliwości. Dzielnie znosi trudy podróży (głównie przesypiając długotrwałe transporty z miejsca w miejsce: nocny transport z Katowic do Lwowa – przespany, przejazd nocą z Lwowa do Kijowa – przespany, lot z Kijowa do Wiednia częściowo przespany a częściowo przeznaczony na radość z unoszenia się w chmurach. Przespane oczekiwanie na lotnisku w Wiedniu i jeszcze lot z Wiednia do Bangkoku również przespany:)) W samym Lwowie odpoczywamy w wynajętym pokoju u przesympatycznej Pani Alicji. Pokój jest pełen zabawek i Ala jest zachwycona (dostaje w prezencie małego porcelanowego kotka, którym będzie się bawić cały czas). Fascynuje mnie, jak Ala potrafi się cieszyć małymi rzeczami! Cieszy się skokami po chodniku, gdy trzeba czekać pod dworcem w Kijowie. Cieszy się parzeniem „na niby” herbaty z automatu na lotnisku. W samym Bangkoku radość sprawiają barwne ołtarzyki (Ala nazywa je domkami) z boginiami, zwierzętami, kadzidełkami i jedzeniem dla bóstw. Oczarowała mnie, gdy w hotelu uklękła obok figur bogiń przyjmując ich postawę. Z rozłożonymi ramionkami radośnie tańczyła. Dzielnica, w której mieszkamy jest pełna muzyki, przy której wiruje nasza córeczka. Tajlandczycy uwielbiają dzieci. Dzieciaczek o białej skórze wzbudza tu euforię. Alicja jest pozdrawiana, fotografowana, przechodnie do niej machają i uśmiechają się. Początkowo obawiałam się, że będzie to męczące (zapewne obawy przy okazji wspomnień z Indii). Na szczęście jest to po prostu sympatyczne:) i najwyraźniej naszej dosyć nieśmiałej Alicji to nie przeszkadza. My natomiast mamy dzięki towarzystwu Alicji dodatkowe przywileje.

Bangkok jest dosyć zwariowanym miastem. Nie są potrzebne bajki z telewizji, place zabaw i inne znane nam atrakcje dla dzieci. Tu Alicja ma całkowicie odmienne atrakcje. Jazda motorikszą (bardzo się naszej Ali spodobało), zabawy pod moskitierą (na razie używaną tylko do tego, gdyż komara tu jeszcze nie widzieliśmy) [ale dzięki Maryś!], radość przy oglądaniu tajemniczych rzeźb, rybek w hotelowym oczku wodnym, taniec. Mimo upału Ala ma sporo energii nawet na dzikie skoki w nieco dusznym pokoju hotelowym. Oczywiście zdarzają się chwile marudzenia i kwaśniej miny, ale przecież w domu również się to zdarza. A sposobów na poprawę nastroju jest mnóstwo – dziś był basen. Mogę śmiało powiedzieć, że Ala lepiej znosi ode mnie trudy podróży i wysoką temperaturę. Oby tak dalej!

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tajlandia, Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.