Bangkok: dalsza droga?

Zbyt wiele dni pozostajemy już w tym mieście. Dziś rozstrzygnie się kwestia naszych wiz birmańskich, a zarazem określony będzie kierunek naszej dalszej podróży. Tak czy siak opuścimy wkrótce tajlandzką stolicę, zostawimy za sobą jej zatłoczone ulice. A jeśli uda się wyprawa do Birmy, pożegnamy też na niemal cztery tygodnie królestwo miłościwie panującego króla Ramy IX, Bhumibola Adulyadeya.
Tutejsza brać mnisia nie należy chyba do skrajnych ortodoksów. Wraz z wstającym świtem wybrałem się na obchód okolic pobliskich świątyń i klasztorów. Wyglądały na pogrążone głęboko we śnie, choć ulice nabierały już na nowo życia. Nie praktykuje się więc chyba, przynajmniej w tej części kraju (miasta) rytuału porannej mnisiej żebraniny połączonej z tworzeniem dla ludzi świeckich okazji do zgromadzenia zasług (poprzez obdarowanie mnichów posiłkiem). Skoro w obrębie tradycji Therawady (dominującej w Tajlandii „tradycji starszych”) osiągnięcie wyzwolenia (oświecenia) dostępne jest tylko osobom wyświęconym, to świeckim pozostaje jako sposób gromadzenia zasługi (być może z nadzieją na przyszłe odrodzenie w mnisiej kondycji) służebność względem mnichów, religijne oddanie Buddzie, Dharmie i Sandze. Lecz i ludzie świeccy nie wydają się być szczególnie pochłonięci życiem religijnym. Cóż, stolica, chciałoby się rzec. Warszawa przy centrum Bangkoku blednie – to miasto ogromnie nowoczesne, z doskonale zorganizowanym transportem, świetnie przygotowane do tegorocznej (corocznej?), panicznie osławionej przez polskie media powodzi. A propos: ciekaw jestem czy na miejscu obecny był choć jeden korespondent prasowy z Polski? Nie wygląda na to… W sumie chyba najbardziej rzeczowych, a także powściągliwych informacji na temat tajlandzkiej powodzi udzielała polska ambasada w Bangkoku. Narzuca się pytanie czy media u nas w dalszym ciągu mają coś wspólnego z istotną społecznie funkcją, jaką jest dostarczanie informacji? Szukanie sensacji sprzyja raczej dezinformacji, budzeniu emocji, obaw…
Nad ranem przy szklankach wygazowanego piwa kończą się dyskusje zasiedziałych turystów, chodniki usłane tu i ówdzie śpiącymi ciałami miejscowych, liczne wieczorem pary – ona (Tajka) i on (biały), których dwuznaczność maleje wraz ze wzrostem różnicy wieku, nieobecne. Za to widać już samotne dziewczęta przechadzające się bez wyraźnego celu wzdłuż głównych ulic. Przydrożne kuchnie z tajskim jedzeniem działają chyba 24 na dobę.
Kontrasty właściwe tej części Azji nabierają tu nowych odcieni, innych niż w Indiach. Buddyzm ma tu rangę religii państwowej, a w każdym razie ewidentnie dominującej. Z jego religijnymi ideałami zderza się jednak codzienność (i conocność) ulicy. Tajlandia jest w Indochinach tym państwem, które w najbardziej zdecydowany sposób wybrało prozachodnią drogę rozwoju. Być może tylko Singapur  wyprzedza ją pod tym względem. Wiąże się z tym nie tylko relatywny dobrobyt jej mieszkańców, o ile określać go wysokością PKB, czy też uprzemysłowienie kraju. Nastawienie na przemysł turystyczny to dla mieszkańców Syjamu także źródło wielu problemów społecznych, jak choćby powszechnie znana kwestia seksturystyki, relatywnie wysoka przestępczość, degradacja środowiska naturalnego. Tegoroczne, największe od 50 lat powodzie, które nawiedziły Tajlandię, wiąże się m.in. z postępującym wylesianiem kraju. W niemałym stopniu do degradacji środowiska naturalnego przyczynia się agresywny przemysł turystyczny… Król Bhumibol Adulyadej bywa ukazywany na fotografiach rozproszonych w różnych częściach miasta w naturalnych rozmiarach: albo w stylizowanym po zachodniemu, kapiącym od orderów uniformie, albo też ubrany po europejsku w zaprasowane na kant spodnie, koszulę i marynarkę, z aparatem fotograficznym na szyi… Taki królewski turysta, depozytariusz narodowej tożsamości…
Wszystko to tworzy razem mozaikę blasków i cieni, realiów życia miejskich ulic oraz religijnych ideałów obecnych jednak jakoś w sercach ludzi. Układanka trudna do harmonijnego złożenia, a jednak żywa, obecna, działająca, trwająca.

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tajlandia, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bangkok: dalsza droga?

  1. Anonim pisze:

    Niestety sztuka korespondencka zamiera wraz z odejściem Mistrzów!Moi drodzy nie myśleliście o kontynuacji -macie do tego nosa!Nie mówię o TVN24 ale może własna gazeta?-też bym się przyłączyła:)Póki co czekam na niekomercyjne donosy o dużej sile rażenia!:) Trzymajcie się i piszcie co z tymi wizami!

  2. Luis&Lukas pisze:

    To my, żeby nie było niejasności- Luis i Łukasz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s