Bangkok: Alicja po drugiej stronie globu cz. III (tekst Kasi)

 Jeszcze w Polsce, na tydzień przed wylotem w kierunku Azji zewsząd dochodziły do nas wieści o powodzi w Tajlandii, co gorsza, o powodzi w Bangkoku, w którym mieliśmy się znaleźć lada dzień. Nie ukrywam lęku, jaki odczuwałam jadąc w to zalane-nieznane z dzieckiem. Wiadomości czytane przez nas w internecie okazały się nazbyt sensacyjne i niepełne. Moja relacja jest także niepełna, gdyż widziałam zaledwie skrawek miasta. Spodziewaliśmy się jednak zupełnie innych scen. Zaopatrzyliśmy się w Polsce nawet w większą ilość jedzenia (w proszku) gdyż czytaliśmy o ogołoconych półkach sklepowych w Bangkoku. A tu niespodzianka: lądujemy, wsiadamy w autobus, który wywozi nas z lotniska do centrum miasta (byliśmy nawet przygotowani na koczowanie na lotnisku), obserwujemy życie zza autobusowych szyb i wszystko jest ok! Stragany, tłumy, uśmiechnięci ludzie, motoriksze i sucho! Trochę worków z piaskiem tu i ówdzie to jedyny ślad powodzi jaki obserwujemy. Dotarliśmy do dzielnicy z naszym hotelem – to dzielnica pełna turystów. Knajpa na knajpie, turyści na leżakach oddający się relaksowi podczas masażu czy też peelingu wykonywanego przez malutkie rybki (siada się przy dużym akwarium, wkłada się do niego nogi i oddaje się swój martwy naskórek rybkom). Tajlandczycy machają, uśmiechają się, robią zdjęcia – nie nam, tylko małej Alusi! I gdzie ta powódź? Na drugi dzień, pod wieczór przechodząc obok rzeki po raz pierwszy zobaczyliśmy żywioł wypływający poza jej koryto. Woda na chodnikach i ulicach sięga do kostek, czasem pod kolano. Ale tym scenom nie towarzyszy panika, rozpacz mieszkańców ani inne emocje, których można by oczekiwać w takich sytuacjach. Mnie najbardziej zauroczyły sceny z dzieciakami, które mają tu niezłą frajdę przy okazji powodzi. Brodzą w wodzie, chlapią się, pływają (między innymi w miskach), skaczą. Nasza Ala również się do nich dołączyła. Najpierw był tylko spacer po wodzie, a potem w towarzystwie tajlandzkich maluchów Ala poczuła się jak nad morzem. Komentarz Ali był na miejscu: „Dziwny ten Bangkok. Autobusy jeżdżą po wodzie, ludzie kąpią się na ulicy i żarówki rosną na drzewach” (to ostatnie dotyczy drzewek obwieszonych jak na święta światełkami).

Wędrując przez mokre ulice docieramy do bajecznej świątyni buddyjskiej (Ala nazywa ją zamkiem królewny… wiadomo-dziewczynka z Zachodu…). Okazuje się, że zwiedzanie tego typu miejsc z maluchem jest rewelacyjne! Wokół tyle rzeźb, masek, ornamentów, tajemniczych przejść, schodków – Ala była zachwycona. Tylko ten szalony upał! Trochę męczy, nie ukrywam! Dawno nie widziałam mojej córeczki w suchych włosach:) Ciągle cali mokrzy! W tym upale wędrowanie przez zalane chodniki jest bardzo orzeźwiające.

This slideshow requires JavaScript.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tajlandia, Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bangkok: Alicja po drugiej stronie globu cz. III (tekst Kasi)

  1. Luis&Lukas pisze:

    Miło słyszeć że wszystko u was ok. Można by rzec (sądząc po widokówkach) że powódź stanowi teraz dodatkową atrakcję:)Ach! ta szalona Azja!- nieszablonowa, spontaniczna, autentyczna, żywiołowa:)Czy możemy do was dołączyć?:):(Poddawajcie się dalej słodko drodze, bez obaw, może z odrobinką europejskiego rozsądku (tak na wszelki wypadek jak nam wpajano od małego;) )Pozdrowionka!!!

  2. I znowu się wzruszyłam.Oczywiście zamawiamy z dziewczynami takie rybki:))) Buziaki dla Małej Królewny od Filipka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s