Rangun: Alicja po drugiej stronie globu cz. IV (tekst Kasi)

O świcie wyjechaliśmy z Bangkoku. Mimo wczesnej godziny (pobudka o 3.30) Ala ponownie spisała się rewelacyjnie. Przespała jazdę taxówką na lotnisko oraz cały (1godz.40min) lot do Rangunu – dawnej stolicy Birmy. Jesteśmy w hotelu w samym centrum miasta. Po zakwaterowaniu wyruszyliśmy na śniadanie. Niełatwo tu znaleźć potrawy odpowiadające gustom kulinarnym naszej córeczki (część moich obaw). Znaleźliśmy przydrożną knajpkę serwującą ryż z dużą ilością sosów i warzywnych dodatków. My wyszliśmy z pełnymi brzuchami, Ala wypiła sporo słodkiej herbaty zajadając do tego jakieś żółte ulepkowate serduszka. Cóż… trzeba będzie się rozejrzeć za czymś innym… Za to obsługa w knajpce była rewelacyjna. Ala jak zwykle wywołuje serdeczne uśmiechy na twarzach, dostaje cukierki od przechodniów, jest pozdrawiana. Pierwsze moje wrażenia z miasta to szok. Jest głośno, tłoczno, zapachowo (niekoniecznie przyjemnie). Podróżowałam już przez Indie (Ali jeszcze nie było na świecie) i dzięki temu szok jest mniejszy. Po śniadaniu i krótkim spacerze przez miasto wróciliśmy do pokoju. Jacek z mapą i przewodnikiem zaplanował popołudniową wędrówkę po okolicy. Nie zaszliśmy jednak daleko – Ala zasnęła mi na barana. Powrót do pokoju – Ala śpi.

Zafascynowało mnie to miasto, lecz wolałabym się tu znaleźć bez małego towarzysza. Jestem już trochę zmęczona miejską atmosferą. Zbyt długo przebywaliśmy w Bangkoku (wcześniej był jeszcze na krótko Lwów). Marzę o miejscu spokojnym, o dzikiej przyrodzie. To jeszcze przed nami. Czekam na ukojenie. Muszę zorientować się w mapie miasta, by odnaleźć oazę spokoju. Jest niedaleko park – tam będę się chować z Alą przed zwariowanym miastem. Pisałam już o tym, iż podróż z maluszkiem wymaga innej turystyki. Chętnie wędrowałabym przez labirynty uliczek pełnych straganów, ulicznych knajpek (kilka plastikowych stolików i krzesełek oraz kram na kółkach z jedzeniem i piciem). Obawiam się jednak, że to kiepska atrakcja dla Ali. Dodać trzeba, że nasza córeczka jest nienajlepszym piechurem. Szybko domaga się zabrania jej na barana lub do nosidła. Nie dziwię się – jest upalnie i hałaśliwie, to męczy. Będę szukać innych, spokojnych miejsc rezygnując z dzikich eskapad. Jutro planujemy przepłynąć promem na drugą stronę rzeki. Są tam małe wioski. Liczę na spokój. Nadal podziwiam Alę – podróżnika! To raczej ja miewam kryzysy związane z niepokojem o nią! Ala jest ode mnie dzielniejsza! (ja już nie raz zapłakałam, Ala ani razu, nie licząc tych krótkich stęknięć gdy domagała się zabrania jej na ręce, kupienia frytek zamiast zupy pomidorowej itp.:))

Wybrałam sobie świetną lekturę na tę wyprawę – „Autoportret reportera” Kapuścińskiego. Na początku książki wymienia on kilka typów podróżników podając ich charakterystykę. Nie znalazł się tam jednak typ „podróżnik-matka”:) Ja ten typ dodaję. Jego charakterystyka: niemożność pełnego oddania się poznawaniu okolic, zaabsorbowanie dzieckiem, niepokój o nie (często nadmierny), wybieranie tych atrakcji, które spodobają się dziecku przy rezygnacji z własnych chęci, zamawianie w restauracji dań, które będą odpowiadały dziecku i dojadanie po nim np. słodkich naleśników, na które się nie miało ochoty, przeobrażanie zwiedzania zabytków w zabawę, ogólne przemęczenie wynikające z tego, iż jestem jedyną „koleżanką” dla mej córeczki bezustannie wkręcającej mnie w swoje zabawy. Myślę sobie, że idealnie byłoby podróżować ze znajomymi posiadającymi pociechę w podobnym wieku. Na koleją taką wyprawę koniecznie musimy zaprosić taką rodzinkę:) (lub postarać się o rodzeństwo:)).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rangun: Alicja po drugiej stronie globu cz. IV (tekst Kasi)

  1. Asia S. pisze:

    Ciesze się ,że szczęsliwie dotraliście do Birmy ;0) Kasiu nie przejmuj się aż tak bardzo (wiem,wiem łatwo mi się mówi- ja sama codziennie o Was myslę i martwię sie co tam u Was słychać), ale jesteście naprawdę niesamowici !!! Alusia jest bardzo dzielną i mądrą dziewczynką a jak będzie dorosła to z pewnością doceni i będzie dumna z tego ,że w wieku 3 lat rodzice zabrali ją w taką niezwykłą podróż !
    Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s