Rangun i Sule Pagoda

Pierwszy dzień poświęcamy na orientację w terenie, spacer po mieście. Trochę zwariowany ruch uliczny regulują gwizdki policjantów i światła. Te ostatnie niespecjalnie obowiązują pieszych, czekających nieraz spokojnie na środku ruchliwej ulicy nim pojawi się szansa na dotarcie do jej przeciwległego brzegu. Nieopodal naszego hotelu spore skrzyżowanie, którego centrum zajmuje Sule Pagoda. Sąsiedztwo kilku szklano-stalowych wieżowców oraz niszczejących, typowo, kilkupiętrowych betonowych budynków daje wrażenie niezwykłe. Lecz widok w centralnej części skrzyżowania, w centrum miasta, budowli liczącej sobie ok. 2000 lat (ponoć nie wiadomo dokładniej ile, bo pagoda była wielekroć przebudowywana lub odnawiana), stanowi nie lada niespodziankę. Wszędzie wokół pełno ulicznych kuchni, gdzie przysiąść można na malutkich krzesełkach, przy równie niewielkich plastikowych stolikach, by zakosztować miejscowych specjałów, czyli głównie ryżu i makaronu, z nieskończenie różnorodnymi, zawsze świetnie przyprawionymi dodatkami. Królują wśród nich ryby, kawałki mięsa, rozmaite warzywa, nierozpoznawane przez nas inne przysmaki, a także m.in. dziesięciocentymetrowe, prażone szarańcze. Trudno dogadać się po angielsku, ale zawsze w pobliżu jest ktoś pomocny, kto akurat operuje przynajmniej kilkoma zwrotami stosownymi na każdą okazję. W ogóle ludzie są raczej sympatyczni, łączą uśmiechniętą wylewność i chęć pomocy ze swego rodzaju nieśmiałością, która powoduje, że brak tu tak męczącej na ulicach indyjskich miast nachalności wszystkosprzedających handlarzy, czyhających na portfele przyjezdych. W tym i portfele takie jak nasze, wypchane przede wszystkim rozbuchaną zielonodolarową wyobraźnią wszędobylskich naciągaczy, którzy nie odróżniają przybyszy z Zachodu w ogóle od tych mniej zasobnych, z Polski.

Przed wieczorem spotykam na ulicy dwóch młodych Birmańczyków zapraszających nas do odwiedzenia pobliskiej Sule Pagody, by zobaczyć to, co zawierają liczne pomieszczenia otaczające budowlę celującą w niebo złotą iglicą. Wszystkie one ukryte są za murami odgradzającymi miejski tumult od sanktuariów niezliczonych posągów buddów i innych obiektów kultu.

Wewnętrzny krąg sacrum bezpośrednio przylegający do pokrytej złotem pagody zorganizowany jest na planie ośmiokąta. Każdej z ośmiu geometrycznie rozmieszczonych części odpowiada jeden dzień tygodnia – dla Birmańczyków tydzień ma 8 dni – środowe przedpołudnie to trzeci, a po południu do północy to czwarty dzień tygodnia. Wątki astrologiczne i numerolgiczne są tu silnie zmieszane z buddyjską religijnością. Podejrzewam, że także liczba dni tygodnia, mimo niewielkiej praktyczności, podyktowana jest obecnością tych właśnie aspektów w obrębie tutejszego światopoglądu. Źródło magiczno-szamańskich wierzeń i praktyk, ciągle żywych w kontekście tutejszego buddyzmu, związane jest prawdopodobnie ze starszymi niż nauka Buddy wierzeniami o charakterze ludowym czy plemiennym.

Okrążając pagodę napotykamy tych samych dwóch młodzieńców, którzy zaczepili mnie wcześniej na ulicy, biorąc za fotografa. Kontynuujemy znajomość. Żaden z nich nie należy do dominującej w Myanmarze grupy ludności, tzn. do Birmańczyków w sensie etnicznym, ludu Bamar. Prohm pochodzi z Rakhaing (Arakanu) leżącego +/- w zachodniej części kraju, należy więc do grupy etnicznej o tej samej nazwie. Oo (tak brzmi imię drugiego z naszych przyjaciół) wywodzi się z plemienia Pao, jego ojczyzna znajduje się we wschodniej Birmie, w okolicach jeziora Inle.

Okazuje się, że sprawą kluczową dla kreślenia charakteru i losu człowieka jest znajomość daty jego urodzenia, zwłaszcza zaś dnia tygodnia. Prohm pokazuje nam kieszonkowy kalendarz wsteczny, dzięki któremu stwierdzamy, że wraz z Kasią urodziliśmy się tego samego dnia tygodnia: w piątek. To bardzo dobra wróżba. Tego samego dnia, wedle Birmańczyków, miał się narodzić Budda. Nasza Alicja urodziła się w środowe popołudnie, a więc czwartego dnia tygodnia.

Ośmiokątna struktura bezpośredniego otoczenia Sule Pagoda odpowiada poszczególnym dniom tygodnia. W każdej z ośmiu części jej wewnętrznego kręgu znajduje się ołtarzyk prezentujący odpowiedni aspekt buddy, a także związane z nim symbolicznie zwierzę. Dla piątku jest to rodzaj dużego gryzonia podobnego trochę do myszy, a trochę do chomika. Niestety, póki co nie potrafię zidentyfikować polskiego, ani nawet angielskiego odpowiednika jego nazwy. Zwierzęciem odpowiadającym dacie urodzin Ali jest słoń posiadający kły, co odróżnia go od zwierzęcia patronującego trzeciemu z dni tygodnia (środowemu przedpołudniu odpowiada słoń pozbawiony kłów). Jedną z form kultu w tym miejscu jest medytacja przed posągami buddów oraz zwierząt opiekuńczych związanych z dniem narodzin poszczególnych wierzących. Do popularnych praktyk należy dziewięciokrotne polewanie wodą posągów buddów i zwierząt, znów zgodnie z rozkładem dni tygodnia. Nad wszystkim góruje umieszczona w centrum kręgu stupa – złota budowla w kształcie dzwonu, symbol wszechświata. Taki dzwonowaty, zwieńczony iglicą i parasolem kształt jest typowy dla pagód, które można napotkać w tym rejonie świata. Sule Pagoda w języku Mon oznacza +/- tyle, co „miejsce, w którym złożono święty włos”. Chodzi oczywiście o relikwię, która ma pochodzić od samego Buddy Śakyamuniego. Swoją drogą: mnisi buddyjscy mają zwykle dokładnie wygolone głowy, ewentualnie bardzo krótko ostrzyżone. Wygląda na to, że historyczny Budda musiałby chyba regularnie rozdysponowywać włosy porastające jego czaszkę pomiędzy stupy i innego rodzaju monumenty kryjące podobne relikwie, których w Birmie jest mnóstwo… ; )

Prohm i Oo przedstawiają się jako studenci. Podczas wakacyjnej przerwy w zajęciach pracują na zasadzie wolontariatu. Pierwszy uczy matematyki, drugi historii w pobliskiej szkole klasztornej. Zajmują się także zbieraniem funduszy, by zapewnić mieszkającym tam dzieciom wyżywienie. Pokazują fotografie, na których widzimy biednie ubrane dzieciaki, w równie skromnym otoczeniu murów klasztornej szkoły. Wcześniej tego samego dnia widziałem podręczniki szkolne sprzedawane na przyulicznych straganach – to głównie kserokopie, często mocno zniszczone. Piszę o tym wszystkim z niejaką obawą, choć przecież w przypadku naszych znajomych chodzi wyłącznie o działalność charytatywną… Prosząc o zapisanie kontaktu na przyszłość rozglądam się wokół. Kawałek od nas, rozsiadłszy się na krześle w sąsiedztwie skrzyżowania, przygląda nam się umundurowany policjant…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rangun i Sule Pagoda

  1. Pingback: Rangun i Sule Pagoda – fotografie | Śladami buddyzmu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s