Rangun: tuż po przybyciu

Rano 1 listopada znaleźliśmy się w Rangunie. Nareszcie! W porównaniu z Tajlandią to zupełnie inny świat. Z malutkiego lotniska jedziemy do centrum Rangunu, w okolice Sule Pagoda, do dzielnicy leżącej nad Irawadą – największą rzeką tego kraju. Taksówkarz ledwo mówi po angielsku, po obu stronach drogi niszczejące budynki, sklecone z blach, bambusa, desek, cegieł i czego popadnie kramy z jedzeniem, improwizowane garkuchnie, mnóstwo swobodnie rozrastającej się roślinności. Nieokiełznana wegetacja bierze w powtórne posiadanie każdy kawałek gruntu, a także budynki wyglądające jakby nie zaznały remontu od czasów kolonialnych. Ruch uliczny prawostronny, lecz kierownice wszelkich pojazdów także po prawej stronie! Wygląda więc na to, że samochody zapełniające ulice Rangunu pamiętają czas, gdy ruch uliczny regulowany był przepisami kolonialnymi (brytyjskimi). Jednak zasady te zostały zmienione dla podkreślenia niezawisłości Birmy od obcych rządów. Generalnie wydaje się, że podstawową zasadą respektowaną przez pieszych i kierowców jest, że pierwszeństwo ma większy. Trzeba uważać, szczególnie, że pole widzenia kierowców jest ograniczone. Nasza taksówka wygląda trochę jak staromodny pokój gościnny – pokrowce na siedzenia, kryjące zniszczoną tapicerkę, uszyte są z firanek. Zamiast choinki zapachowej u lusterka wstecznego dyndają nawleczone na nić kwiaty jaśminu. Klimatyzacji, ku naszej uciesze (bo wszyscy odchorowaliśmy jej nadmiar), brak. Zamiast tego na stałe pootwierane szyby, powiew wiatru. Otwarcie lub zamknięcie okna po mojej stronie wymaga sporego wysiłku – prócz naciskania korbki należy silnie szarpać trzymając od góry za szklaną powierzchnię, ewentualnie cisnąć w dół niedopasowaną szybę. Uff… Jesteśmy w Rangunie, dawnej stolicy kraju (w 2005 roku przeniesiono ją do wybudowanego od podstaw, we wnętrzu dżungli miasta Nay Pyi Daw).

Jadąc mijamy rozmaite mniej lub bardziej zdezelowane samochody, ciężarówki wypełnione po brzegi pasażerami, bosych, małoletnich mnichów dzierżących absurdalnie wielkich rozmiarów miski (czy raczej gary) na jałmużnę, liczne kobiety o twarzach umalowanych thanaką – rodzajem pasty chroniącej przed słońcem i przydającej skórze urody, mężczyzn przyodzianych w po europejsku skrojone koszule i longyi. To tradycyjny męski strój, który stanowi kawał bawełnianego, zwykle kraciastego materiału wiązanego wokół pasa i noszonego zamiast spodni. Strój ten ze względu na swoją prostotę i przewiewność okazuje się przy tutejszych temperaturach i wysokiej wilgotności powietrza jak najbardziej praktyczny i wygodny.

Po niecałej godzinie trafiamy na miejsce polecone przez Brzencza – Beautyland Hotel II, gdzie spędzimy dwie kolejne noce…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rangun: tuż po przybyciu

  1. Pingback: Rangun: tuż po przybyciu – fotografie | Śladami buddyzmu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s