Rangun i Thanlyin

Drugiego dnia naszego pobytu w Rangunie postanawiamy odetchnąć od atmosfery wielkomiejskiej. Odkładamy wizytę w Shwedagon Paya, także ze względów na kurczący się nieubłaganie budżet, na czas powrotu, kiedy znów będziemy musieli zahaczyć o Rangun. Tak więc chcąc wyrwać się z miasta idziemy nad rzekę, by wsiąść na prom, który przewiezie nas na drugi brzeg Irawady. Obok przystani wita nas jarmarczny zgiełk. Po krótkim odpoczynku kluczymy pomiędzy budami-restauracjami, odjeżdżającymi ciężarówkami załadowanymi ludźmi i straganami, by zniknąć w jednej z bocznych dróg. Wchodzimy pomiędzy ciche zabudowania małego miasteczka czy wsi. Nieliczni napotkani mieszkańcy reagują, do czego już chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić, spontaniczną radością na widok Ali. Po dłuższym odpoczynku, który służy nam wszystkim głównie do uzupełnienia płynów, ruszamy na piechotę drogą do Thanlyin, pobliskiego miasteczka. Na miejscu okazje się, że to niewiele więcej niż jednopiętrowe murowane domki lub chaty wykonane głównie z bambusa, desek i palmowych liści, które rozsiane są gęsto wzdłuż wąskiej, asfaltowej drogi rozbiegającej się w czterech kierunkach. W pobliżu hodowlane stawy pełne ryb. Szerokie przydrożne rowy wypełnione są roślinnością. W jej gąszczu tu i ówdzie pracują nad swoim skromnym zbiorem pochyleni nad powierzchnią wody wieśniacy. Mijamy grupkę dzieci pracujących nad odzyskaniem miedzi ze zgromadzonych fragmentów drutów i kabli. Nastoletnia dziewczynka zardzewiałym nożem zdziera izolację, kilkulatek zwija miedziany drut. Ubóstwo bliskie skrajnemu, jednak twarze uśmiechnięte, spokojne. Zupełnie brak w nich zaciętości widocznej w innych częściach Azji na twarzach biedaków opanowanych już rządzą bogacenia się, noszących w sobie poczucie wieloletniej ekonomicznej krzywdy obarczone dodatkowo resentymentem względem Zachodu… Jeszcze po drodze do Thanlyin wstępujemy na dziedziniec niewielkiego buddyjskiego klasztoru, zostawiając obuwie u progu. Wewnątrz, mimo skromności całego otoczenia, niewielka pomalowana na złoto stupa, rzeźbione, kolorowo wymalowane głowy smoków rozpełzających się po narożach gospodarczych zabudowań oraz malutkie, drewniane cele dla mnichów… Mamy okazję zapoznać się z kolejnym pomysłowym środkiem transportu. Z Thanlyin do przystani nad Irawadą wracamy ładując się (wszyscy w trójkę, wraz z plecakiem i sprzętem fotograficznym) do rowerowej rikszy – tzn. roweru zaopatrzonego w boczną przyczepę, zamocowaną na modłę motocyklowej, służącą do przewozu pasażerów lub też większych ilości towarów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s