Kalaw, Alicja po drugiej stronie globu cz. VI (tekst Kasi)

Opuściliśmy przepiękne miejsce spod złotej skały. Miejsce, w którym mieliśmy okazję, po raz kolejny, przyjrzeć się z bliska codziennemu życiu Birmańczyków. Wędrowaliśmy pomiędzy skromnymi chatkami – szałasami. Za nami ciężka i długotrwała przeprawa autobusami do Kalaw (choć niezręcznie pisać o trudach i niewygodach biorąc pod uwagę to, jak żyje na co dzień większość Birmańczyków). Pierwszy etap autobusowej przeprawy to odcinek pomiędzy Kyaiktiyo a Bago (ok. 3 godzin jazdy wygodnym autobusem). Jak zwykle Ala przespała prawie całą trasę. W samym Bago spędziliśmy czas na poszukiwaniu kafejki internetowej, aby nareszcie zamieścić zaległe wpisy. Udało się znaleźć kafejkę, w której Jacek zajmował się blogiem, a Alicja tuż obok, za ścianą, bawiła się z dzieciakami właściciela. Przyjaźni i przemili Birmańczycy zaprosili nas do siebie. Ala jeździła na rowerku, oglądała zabawki, była częstowana owocami i słodyczami. Tu warto nadmienić, iż Alicja w Birmie często bywa nimi obdarowywana. Na dworcu w Bago podczas czekania na Jacka załatwiającego bilety Ala otrzymała wafelki i suszone owoce. Czytałam o tym, iż do Birmy warto zabrać małe prezenty dla tutejszych dzieci – baloniki, słodycze, kredki. Tymczasem to nasza pociecha otrzymuje bezustannie prezenty. Podczas wczorajszego spaceru po miasteczku kobieta podbiegła do Ali wręczając jej worek pełen cukierków i owoców. Za kilka minut doniosła jeszcze kolejną partię. Brak mi słów, aby opisać życzliwość mieszkańców tego kraju. Wracając do przeprawy autobusowej: w Bago spędziliśmy 3 godziny w oczekiwaniu na kolejny autobus. Nawet siedzenie na dworcu jest przyjemne. Tym razem dosiadł się do nas mężczyzna z gitarą umilając nam muzyką oczekiwanie. Kolejny autobus wiózł nas ok. 8 godzin. Ponownie Alicja nie odczuła trudów podróży przesypiając ją w całości. Mnie natomiast ciężko było zasnąć, gdyż na ekranie wielkiego telewizora puszczane były rodzimej produkcji filmy i teledyski (trochę to przypomina seriale wenezuelskie, muzyka zaś klimaty disco polo). Było głośno i zimno od klimatyzacji. Tu polecam gorąco zabranie ze sobą na wyprawę stoperów do uszu (na szczęście mamy!) oraz ciepłych ubrań. Około godziny 3 w nocy dojechaliśmy do miasta Meiktila. Stamtąd już mniej komfortowym autobusem do Kalaw (podróż ok. 6 godzin). O ile do tej pory nie mogliśmy narzekać na drogi i autobusy, to ta przeprawa nie była łatwa. Droga była wyboista, a my podskakiwaliśmy na siedzeniach. W pewnym momencie autobus się zatrzymał. Trzeba wysiadać, bo jest awaria. W środku nocy, pod ugwieżdżonym niebem czekaliśmy na opanowanie sytuacji. Za pomocą znalezionego przy drodze worka nylonowego kierowca naprawił usterkę! Martwiących się o Alicję bliskich muszę poinformować, że Ala tę niełatwą przeprawę również prawie w całości przespała! Jest niesamowita! Żadnego płaczu, żadnego stękania! Cieszy się wszystkim wokół. Gdy autobus podskakuje na wybojach, a ja martwię się, jak nasza mała to zniesie, ona cieszy się jakby była na placu zabaw. Czekam na moment w którym odpuszczę sobie cały ten stres, gdyż okazuje się on zupełnie bezpodstawny.

Nad ranem dojechaliśmy do Kalaw. Po wyjściu z autobusu naszym oczom ukazał się barwny orszak. Kolorowo i odświętnie ubrane dziewczynki i chłopcy brali udział w święcie ogni i balonów. Kalaw to miasteczko w górach. Jesteśmy na wysokości ok. 1300m n.p.m. Jest przepięknie, kolorowo od egzotycznych kwiatów. W samym miasteczku znajduje się dużo świątyń i pagód. Alicji bardzo podobają się te miejsca. Wchodzi na stupy, przygląda się zauroczona rzeźbom, posągom.

Jutro wyruszamy na treking ku okolicznym wioskom. Zrezygnowaliśmy z organizowanej wycieczki w stronę jeziora Inle. Na własną rękę zrobimy sobie wyprawy przez te niezwykłe tereny. Planujemy pozostać tu kolejne 3 dni i urządzać sobie całodzienne trekingi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kalaw, Alicja po drugiej stronie globu cz. VI (tekst Kasi)

  1. Luis&Lukas pisze:

    Ale bosko!Ja chcę być w Kalaw!Pożerajcie te piękne chwile!!!Pozdrowienia!!!Czytamy na bieżąco i czekamy na więcej!!!

  2. Asia S. pisze:

    Juz nie mogę sie doczekać pokazów zdjęć i filmów (mam nadzieję, że taki pokaz się oczywiście odbedzie ;0) )z Waszej wyprawy!!!
    Pozdrowienia z zimnych Katowic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s