Kalaw i plemiona górskie (wioski Palaung: Iwa Thit i Tar Yaw)

Dziś 10 listopada, ostatni dzień obchodów Tazaungmon – święta ogni i świateł obchodzonego w pełnię księżyca, na zakończenie 8 miesiąca tutejszego kalendarza księżycowego (wypada ono w październiku lub listopadzie). Dziś mamy pełnię, więc spodziewamy się najhuczniejszych korowodów, ulicznych tańców do późna w noc (albo i do rana – wczoraj hałas barwnych procesji słychać było co najmniej do północy), niekończących się wystrzałów petard i kolorowych fajerwerków. Kilka razy w ciągu dnia, a także nocną porą ulicami niewielkiego Kalaw przeciągają szeregi dzieciaków i dorosłych, niektóre dziewczęta poubierane w ludowe stroje, dziesiątki młodzieńców w tanecznym transie, mam wrażenie, że sowicie zakrapianym, bo pojedyncze przejścia korowodów po mieście trwają nieraz wiele godzin. W tym czasie mężczyźni tańczą niemal bez przerwy, w tym niektórzy dźwigając bambusowe konstrukcje z zaimprowizowanymi ołtarzami, figurami, drzewami obwieszonymi banknotami kyats – tutejszej waluty.

Końcówka festiwalu świateł to dla nas także sygnał do wyjazdu z Kalaw. Jutro ruszamy nad jezioro Inle, do Shwenyaung. Ponieważ dziś ostatni dzień (i noc) świątecznych celebracji, toteż spodziewamy się na miejscu niższych niż dotychczas cen, mniej problemu ze znalezieniem noclegu itd.

Poprzednie dwa dni, zarzuciwszy pomysł organizowanego, kilkudniowego trekingu przez pobliskie wzgórza (po cenach także zawyżonych, gdyż większość przewodników woli brać udział w świątecznych imprezach), poświęciliśmy na samodzielne wędrówki, wracając na nocleg do Golden Lilly GH w Kalaw. Liczne wioski rozsiane w górach wokół Kalaw zamieszkują ludzie należący do szeregu rozmaitych plemion, m.in. Taung-Yo, Pa-o, Danu, Danaw, Palaung. To tylko niewielka część etnicznej mozaiki Birmy. Przedstawicieli kolejnych, innych jeszcze nacji spodziewamy się spotkać nad Inle.

Pierwszego dnia (8 listopada), nim mija godzina powrotu do Kalaw, udaje nam się dotrzeć do wiosek Iwa Thit i Tar Yaw zamieszkiwanych przez ludzi Palaung. W samych wioskach zastajemy niemal wyłącznie kobiety i dzieci, podwórza niewielkich murowanych domostw o spadzistych, blaszanych dachach zasłane suszącymi się liśćmi herbaty. Część drogi robimy zaimprowizowanym skrótem przez herbacianą plantację (wybór szczęśliwy – jesteśmy na miejscu szybciej, a także mniej zmęczeni). Mężczyzn Palaung mijamy po drodze. Pracują głównie nad naprawami gruntowych dróg wijących się serpentynami przez okoliczne wzgórza. Motykami zdzierają gliniastą glebę z przydrożnych skarp, pozyskaną ziemią zapełniają liczne zagłębienia wyboistej drogi. Pozdrawiamy się przechodząc. Obecność małej Ali (niesionej na naszych plecach, w nosidle) każdorazowo zapewnia nam sympatię. To dobrze. W razie gdybyśmy zmylili drogę, wielu Palaung będzie pamiętać o naszym przejściu. Łatwiej odnajdziemy zagubiony szlak. W końcu docieramy w okolice Ywa Thit i Tar Yaw, a także punktu widokowego, gdzie możemy odpocząć w niewielkiej… hm… trudno nazwać. Chałupka z desek i bambusa, o bardzo niskiej powale dostosowanej do wzrostu miejscowych, ale już nie do mojego. Wewnątrz palenisko, butelkowana woda, piwo, jedzenie itd. itp. Ala dostaje kolejne prezenty (pomarańcze). Ja też: garść orzechów betelu (gorzkie jak diabli) i cheroot – rodzaj cygara. Nawet w Rangunie rzadko można zoczyć miejscowego palącego po zachodniemu wykonane papierosy. Zamiast nich są cheroot, trochę podobne do indyjskich biri, lecz wielokrotnie większe od nich, ostrzejsze. Ucinamy łamanym angielskim (po obu stronach) i improwizowanym birmańskim (z mojej strony) sympatyczną pogawędkę z czterema miejscowymi. Piąty pochrapuje zwisając pomiędzy drewnianą ławą i niskim stołem – za dużo whisky! – śmiejemy się. W końcu odjeżdżają wsiadając na motocykle. Prócz motorów podstawowy środek transportu w górach to drewniane wozy o sporej wielkości kołach na pojedynczej osi, zaprzęgane w parę wielkorogich wołów. Gliniasto-kamieniste gruntowe, górskie drogi muszą być doprowadzane do takiego stanu, aby były dla nich przejezdne. Dla innych środków transportu, cóż… powodzenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar), Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kalaw i plemiona górskie (wioski Palaung: Iwa Thit i Tar Yaw)

  1. Pingback: Fotografie: Kalaw i plemiona górskie (wioski Palaung: Iwa Thit i Tar Yaw) | Śladami buddyzmu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s