Kalaw raz jeszcze

Dziś 15 listopada. Siedzimy już w Mandalay, ostatniej królewskiej stolicy Birmy. Za nami kilkudniowy pobyt nad Jeziorem Inle. Przed nami jeszcze Mandalay wraz z okolicą, potem rejs do Bagan, w dół Irawady (dziś wybieram się zorganizować bilety na prom), a w końcu powrót do Rangunu i przelot do Bangkoku. Ostatni dzień przed wyjazdem z Kalaw poświęciliśmy na regenerację po wyczerpujących górskich wędrówkach, a także na bliższe poznanie tej niewielkiej miejscowości. Ogarniając miasteczko jednym rzutem oka z piętra naszego GH odnieść można wrażenie, że mniej więcej 1/3 jego powierzchni zajmują różnorodne obiekty religijne, sporą część dalszych 2/3 zajmuje centralnie umiejscowiony jarmark rybno-owocowo-rękodzielniczo-cokolwiek bądź jeszcze może się komu przydać. Zadziwia jednak mnogość budowli religijnych, nie tylko buddyjskich zresztą. Różnorodność jest zaskakująca jak na tak niewielką miejscowość – „centrum” Kalaw mierzy ok. 200m z północy na południe i jakieś 600 ze wschodu na zachód. Tuż obok buddyjskiej świątyni Aung Chan Thar Zedi (w samym „centrum” miasteczka) znajduje się Kościół Chrystusa Króla, którym przez siedem dziesięcioleci kierował ten sam włoski ksiądz, zmarły w 2000 roku (obecnie rezyduje tu ksiądz Paweł). Zaraz obok niewielki meczet. Nasz GH prowadzi rodzina sikhów, których ojczyzną są Indie, a głównym miejscem kultu Złota Świątynia w Amritsar, w północno-zachodnich Indiach (mieliśmy okazję odwiedzić to niesamowite miejsce w 2007 roku, razem z Pawłem, Alicją, Eweliną i Olkiem, jeszcze bez naszej małej Ali… cóż za wspomnienia…). W obrębie „centrum” Kalaw znajduje się także Hsu Taung Pye Paya, którą odwiedziliśmy zaraz po przyjeździe. Pomiędzy dziesiątkami białych stup obserwowaliśmy nastoletnich i młodszych mnichów z zapamiętaniem grających w piłkę nożną. Nad miasteczkiem wznosi się Thein Taung Paya, świątynia i klasztor buddyjski, które odwiedziły samodzielnie Kasia z Alą, pokonując wiodącą w górę drogę po kilkuset kamiennych stopniach. Nagrodą za wysiłek widok na całe Kalaw i otaczające je zewsząd góry. Wybraliśmy się także na obrzeża miasteczka, by zobaczyć 500-letnią figurę Buddy wykonaną z bambusa, a obecnie w całości zazłoconą. W Nee Paya, mieszczącej ów nieszablonowo wykonany posąg, jako że trwał ciągle festiwal świateł Tazaungmon, zostaliśmy poczęstowani herbatą oraz prażonymi orzechami i owocami. Alicja dostała w prezencie cukierki. Musieliśmy się jednak prędko wynieść ze względu na jej wieczorne, wywołane sennością humorki. Niestety nie zdążyliśmy już zobaczyć Shwe Oo Min Paya, naturalnej jaskini wypełnionej złoconymi posągami, również na obrzeżach Kalaw. Rankiem odjechaliśmy, nienasyceni ciągle górską atmosferą i egzotyką miejscowości, ku Shwenyaung, by dotrzeć nad Inle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar) i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kalaw raz jeszcze

  1. Luis&Lukas pisze:

    Już się nie umiemy doczekać zdjęć!Pozdrowienia!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s