Na Jeziorze Inle

W drugą stronę od ogrodu naszego GH znajduje się główny kanał prowadzący do otwartej przestrzeni jeziora. Inle ciągnie się jakieś 16km na południe, rozlane nawet na 10km wszerz, by przejść w kolejny kanał łączący je z następnym, mniejszym już nieco i pozbawionym przystosowanej do potrzeb turystów infrastruktury jeziorem. Jeszcze pierwszego dnia naszego pobytu w Nyaungshwe udaje się znaleźć bilety na wyjazd stąd, co nie jest łatwe ze względu (znów) na niedawny festiwal. Tego samego dnia bez problemu załatwiamy natomiast łódź, którą następnego rana zamierzamy opłynąć jezioro wzdłuż i wszerz. Od razu po wypłynięciu z głównego kanału (nawiasem mówiąc: biegnie on przez obszar ochrony ptaków – jezioro jest miejscem stałego lub czasowego pobytu wielu rzadkich gatunków) ukazują nam się w oddali liczne łodzie rybaków z plemienia Intha. Obserwujemy ich pracę przy połowie, a także ogromnie charakterystyczny dla nich, unikalny sposób sterowania i napędzania łodzi. Otóż Intha wiosłują stojąc na dziobie na jednej nodze. Druga służy do poruszania wiosłem często przytrzymywanym u góry jedynie łokciem, tak by obie ręce były wolne. Wiosłowanie wymaga ciągłego utrzymywania równowagi przy wykonywaniu wężowych ruchów całego ciała, które temu towarzyszą. Ponoć, mimo że podobnie jak większość Birmańczyków Intha to buddyści, to jednak kulturowo różnią się znacznie od wielu sąsiednich plemion zamieszkujących region Shan, w którym się znajdujemy. Gdzieś w XVIII w. mieli przybyć z południowych części obecnego Myanmar, z okolic Dawei, wybrzeża Tenasserim, uciekając prawdopodobnie przed rozgrywającymi się tam krwawymi konfliktami pomiędzy Tajami i ludźmi Bamar (większościową grupą etniczną dzisiejszej Birmy). Mijamy liczne domy wybudowane na palach, nad powierzchnią wody. Domostwa te, zrobione głównie z tekowego drewna i bambusa pod różną postacią tworzą w niektórych miejscach całe wsie. Mijamy także nawodne ogrody, w których mieszkańcy jeziora uprawiają pomidory i inne rozmaite owoce. Rośliny podtrzymywane są na tyczkach zamocowanych w wodnej toni. Docieramy do wioski Nampan, gdzie wpływamy w częściowo rozpełzający się po wodach jeziora, częściowo rozgrywający się już na brzegu jarmark.Jesteśmy dość wcześnie, nie ma jeszcze zbyt wielu turystów. Za to w tłumie straganiarzy i kupujących rozpoznajemy po charakterystycznych, tradycyjnych strojach wielu przedstawicieli rozmaitych plemion zamieszkujących otaczające jezioro góry. Schodzą z górskich wiosek na jarmark regularnie co 5 dni, gdyż ten okrąża cyklicznie jezioro, zawijając do poszczególnych przybrzeżnych wiosek. W In Phaw Khone i Ywama, wioskach które także położone są tylko częściowo na lądzie, możemy zobaczyć cały szereg miejscowych warsztatów rzemieślniczych. Nawodnymi ulicami podpływamy do kolejnych domostw. Trafiamy m.in. do tkalni i farbiarni, gdzie z włókien pozyskiwanych z pędów lotosowych wyrabiane są kolorowe tkaniny, barwione substancjami naturalnego pochodzenia. Potem warsztat kowalski, praca nad wyrobami ze srebra, manufaktura, w której powstają robione z drewna i papieru parasolki, których zdobienia (np. płatki kwiatów umiejętnie wprowadzone pomiędzy dwie warstwy papieru) ukazują się dopiero pod wpływem promieni słońca. Zawijamy też do warsztatów, w których zatrudniane są kobiety z plemienia Paduang, słynne ze względu na swoje „długie szyje”. Pracują przy krosnach, także w warsztacie lalkarskim, lecz ich obecność ma co najmniej podwójne znaczenie. „Długie szyje” to efekt plemiennego zwyczaju, który doczekał się rozmaitych interpretacji, także wśród samych przedstawicieli plemienia. Jedni twierdzą, że wprowadzono go, aby uchronić kobiety Paduang przed zakusami ze strony mężczyzn sąsiednich plemion, najeżdżających wioski Paduang. Wydaje się więc, że zwyczaj ten wprowadzono po to, aby uczynić kobiety w jakiś sposób mniej atrakcyjnymi dla mężczyzn spoza plemienia. Inni twierdzą, że pierścienie nakładane na kobiece szyje sprawiały, iż atrakcyjność dziewcząt, zwłaszcza dla mężczyzn Paduang, rosła. Obie interpretacje nie wykluczają się wzajemnie. W każdym razie: nieraz kilkuletnim jeszcze dziewczynkom okuwano szyje pierścieniami, których liczba z biegiem czasu, wraz z wiekiem dorastających piękności i starzejących się kobiet rosła. W ten sposób osiągano efekt wizualny nasuwający na pierwszy rzut oka myśl, iż kobiece szyje ulegają z czasem nadzwyczajnemu wydłużeniu (czy następuje w związku z tym przyrost kobiecej atrakcyjności, czy też odwrotnie – to chyba kwestia plemiennych lub osobistych gustów). Tymczasem w rzeczywistości zachodzi proces o nieco innym charakterze. Wraz ze wzrostem liczby pierścieni, którymi okuta jest szyja kobiety, rośnie ich ciężar, którym stale obciążone są ramiona. Z czasem powoduje to, iż następuje deformacja kości obojczyków i ramion – wędrują one w dół. Jednocześnie, gdy deformacja jest już wystarczająco daleko posunięta, „długoszyje” kobiety Paduang przestają być zdolne do samodzielnego udźwignięcia, bez pomocy otaczających szyję pierścieni, ciężaru własnej głowy. Wobec czego nie mogą się już obyć bez swego metalowego brzemienia. Jest to tylko jeden z aspektów ich, w moim przekonaniu, nieszczęścia. Drugi jego aspekt wynika raczej z uwarunkowań społeczno-ekonomicznych niż tradycjonalnych obecnej sytuacji kobiet Paduang. Kobiety, które widzieliśmy w warsztatach na jeziorze Inle wyglądały raczej na zadowolone z miejsca i roli, która im przypadła – mają stałą pracę. Jednak rola ta ma co najmniej dwuznaczny charakter. Są zatrudniane nie ze względu na swe rzemieślnicze umiejętności – te pewno nie są ani lepsze ani gorsze niż u kobiet innych plemion tradycyjnie zajmujących się tkactwem czy innego rodzaju rękodziełem w tym regionie. Są zatrudniane w fabryczkach na jeziorze ze względu na swoje nienaturalnie ukształtowane szyje (czy też zdeformowane barki). Są świadome oczekiwań, jakie ma względem nich pracodawca: mają stanowić atrakcję turystyczną, swego rodzaju wabik na zagraniczną klientelę, która ciekawa widoku ślicznych dziewcząt o opierścienionych szyjach, a także starszych wiekiem kobiet o iście żyrafim wyglądzie, zawita w progi sąsiadujących ze sklepami manufaktur. Długoszyje kobiety uprzytamniając sobie celujący w nie obiektyw, czy to przy krosnach czy przy innej pracy, natychmiast zastygają w bezruchu, w kadrze utrwala się uśmiechnięta twarz. W rezultacie ciekawość turystów determinuje ekonomiczną zależność lokalnych społeczności Paduang, kosztem jej żeńskiej części. Cenę stanowi konieczność kontynuacji zwyczaju. Jeśliby go zarzucić, wtedy przychody ludzi Paduang płynące z niewygasającego źródła turystyki zostałyby znacząco ograniczone. Ich kobiety straciłyby najistotniejszą na lokalnym rynku pracy kartę przetargową. Tak więc za cenę trwałej deformacji anatomicznej i wydolnościowej kobiety Paduang wydają się świadomie wybierać udział w swego rodzaju teatrze osobliwości, jako gwóźdź jego programu, w roli żywego eksponatu. Nasuwa się pytanie o to czy udział w owym show na rzecz turystów stanowi jedyną formę możliwej pomocy społecznościom Paduang.

2011-11-13 Inle Lake 016 2011-11-13 Inle Lake 075 2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 004 res 2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 005 res 2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 006 res 2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 009 res 2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 3342011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 001 res2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 002 res2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 003 res

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar) i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Na Jeziorze Inle

  1. Luis&Lukas pisze:

    Gdy tak czytam wasze ostatnie relacje z jeziora Inle to trochę staje mi przed oczami Kaszmir ze swoimi jeziorami, domami na wodzie, targami itp z tą jednak różnicą że u was jest bardziej plemiennie.
    Ps
    A propos tej żaby- jak to się zakończyło? Nie ukrywam ze wzbudziło to moje zainteresowanie:) Czy ta żaba poszła do doktora?:);)
    Trzymajcie się zdrowo! i dzięki za ciekawe, profesjonalne relacje ze świata!:)Buziaki dla wielkiej trójki! I już chcemy więcej:)a tyle co napisaliście:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s