Amarapura

18 listopada pożyczamy w Mandalay rowery i po południu wybieramy się do Amarapura, chcemy przejść most U Bein. Jest to najdłuższy na świecie most wykonany w całości (prawie, bo część przęseł zastąpiono obecnie żelbetonem) z drewna (tekowego). Przerzucony nad wodami Irawady prowadzi do kolejnej spośród dawniejszych stolic królewskich, które można zobaczyć w okolicach Mandalay. Jej nazwa to Amarapura – miasto nieśmiertelności (lub nieśmiertelnych). Kolejne miejsce po brzegi pełne buddyjskich pagód i świątyń wraz z licznymi posągami Śakyamuniego.

Ponownie uprawiamy turystykę nieszablonową🙂 Zanim wybraliśmy się tutaj rozpytywałem tu i ówdzie o możliwości dojazdu, choć od początku planowałem, że dotrzemy do Amarapura na rowerach. Kilka razy usłyszałem: „Na rowerach?! Nie, nie, to niemożliwe, to za daleko… lepiej weź taksówkę, albo wskakuj na mój motor, zawiozę Cię raz dwa!”. Cóż, miejscowi biznesmeni od transportu mają zachodnich turystów, zresztą może i słusznie, za pół-zdechlaki i ciamajdy, co to ani drogi nie znają, ani poruszać się po miejskich ulicach nie potrafią, a trochę wysiłku to dla nich rzecz, któej unikają jak diabeł wody święconej. W naszym przypadku jest inaczej. Siadamy na rowery ok. 2 po południu i po ok. półtorej godzinie jesteśmy przy moście prowadzącym do Amarapura. Pokonaliśmy w tym czasie zaledwie ok. 11-12 km, ale po drodze zrobiliśmy przystanek w dzielnicy rzemiślniczej, gdzie wyrabia się wyłącznie posągi buddów, parasolowate, złote hti wieńczące szczyty wielu pagód, kamienne tablice z wyrytymi cyctatami z Tripitaki (buddyjskiego kanonu), płaskorzeźby przedstawiające birmańską wersję kalendarza (zwłaszcza zwierzęta symbolizujące poszczególne dni tygodnia) etc. W gąszczu posągów pracują kamieniarze, kobiety polerują gotowe posągi, drzewa rosnąc przy ulicy pobielone są pyłem szlifowanych rzeźb i tłuczonego kamienia. Droga jest dłuższa niż planowaliśmy także ze względu na to, że musimy co jakiś czas zatrzymywać się lub zwalniać pytając w biegu o drogę. W sumie nie błądzimy ani razu, a na miejscu droga okazuje się dość prosta. Bylibyśmy pewno znacznie szybciej, gdyby nie to, że jedziemy na najsłabszych jak dotąd rowerach (chińszczyzna, o przerzutkach nie ma mowy, jeśli hamować, to od razu oboma hamulcami, najlepiej jakieś 30 metrów wcześniej niż zrobiłoby się to u nas). Nasza Ala siedząca w nosidle jak zwykle zapewnia nam zainteresowanie wszystkich – ktoś wskazuje ją palcem z mijającej nas taksówki, Birmańczyk obsługujący tea shop entuzjastycznie wpada do mieszkania, by wywołać pozostałych domowników (może też zdążą zobaczyć niezwykłe zjawisko! I to na plecach pedałującego Europejczyka!), kobiety pracujące przy budowie drogi porzucają pracę, by wskazywać nas sobie palcami, zewsząd machają do nas uśmiechnięte kobiety, mężczyźni, dzieci: z przyulicznych domów, szałasów, sklepów i herbaciarni, z przejeżdżających motocykli, riksz, samochodów osobowych, ciężarówek, tzw. niebieskich taksówek (połączenie tuk-tuka z mikrociężarówką), rowerów… pełna szajba… Niektórzy zwalniają tylko po to, by zrównać się z nami i rzucić „hello!”, pomachać do Alicji lub spytać „Which country are you from?”.

Po przejściu mostem prowadzącym do Amarapura wracamy w podobnej atmosferze, choć jest już po zmroku. Jedziemy więc praktycznie nocną porą przedzierając się przez szalony, choć na szczęście nie tak szybki jak w Europie, ruch uliczny. Ruch ten rządzi się własnymi zasadami, dla których obecność świateł na skrzyżowaniach (nieczęsta) czy znaków drogowych (nielicznych) ma relatywnie niewielkie znaczenie. Większą rolę odgrywają dźwięki klaksonów – służą do sygnalizacji wielu rzeczy: własnej obecności, entuzjazmu niewiadomego pochodzenia, chęci wyprzedzania, ostrzeżenia współużytkowników jezdni etc. Wielką rolę odgrywa także umiejętność zgadywania intencji kierujących pozostałymi pojazdami. Wypadków brak. Samoregulacja jest doskonała. Na zatłoczonych skrzyżowaniach, zupełnie tak, jakby ruch faktycznie regulowany był światłami, na przemian ruszają do przodu jadący w kierunku wschód-zachód, a potem północ-południe. Tak czy siak, dla nas jazda w nocy przez milionowe Mandalay to intensywne przeżycie. Gdy docieramy z powrotem do naszego hotelu (zatrzymaliśmy się w prowadzonym przez Chińczyków E.T.) Kasia stwierdza: to była najbardziej zwariowana jazda rowerem w moim życiu. Coż… kolejne „naj” Kasi, nie pierwsze już podczas naszej tegorocznej wyprawy…

Dalszy tekst w przygotowaniu

2011-11-12 Inle Lake In Phaw Kone Alodaw Phaung Daw Oo 013 res 2011-11-18 Mandalay Amarapura 017 2011-11-18 Mandalay Amarapura 023 2011-11-18 Mandalay Amarapura 033 2011-11-18 Mandalay Amarapura 057 2011-11-18 Mandalay Amarapura 060 2011-11-18 Mandalay Amarapura 098 2011-11-18 Mandalay Amarapura 188 2011-11-18 Mandalay Amarapura 253

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar) i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s