Mandalay: Alicja po drugiej stronie globu, część VIII (tekst Kasi)

Swą turystykę określam mianem nieświadomej. Zaabsorbowana Alicją i jej potrzebami muszę polegać na Jacku, który rewelacyjnie organizuje całość wyprawy. Nieczęsto zdarza mi się zajrzeć do przewodnika. Zdaję się w pełni na męża. To on planuje, wybiera miejsca, które zobaczymy (robi to znakomicie!). Turystyka nieświadoma ma swoje plusy. To bezustanna niespodzianka:) Jedziemy w miejsce dla mnie tajemnicze, a gdy docieramy do niego, moim oczom objawiają się kolejne cudowności. Wczorajszy dzień wypełniony był po brzegi. Rano wynajęliśmy rowery. Tym razem brak było specjalnego siodełka dla dziecka (w Nyaugshwe nad Jeziorem Inle na kierownicę zamontowane było metalowe siodełko, w którym podróżowała nasza Ala). Był to model interesujący, raczej wygodny, choć dostosowany do gabarytów birmańskich (rówieśnicy Alicji wyglądają zdecydowanie młodziej) i nasza Ala była nieco za duża. Po owinięciu rurek wszelkimi chustami i elementami garderoby siodełko stało się bardziej luksusowe. W Mandalay Jacek wozi Alicję na plecach w naszym nosidle. Wzbudzamy sensację. Zewsząd pozdrowienia, machanie. Pierwszy punkt programu to ogród zoologiczny. Miałam sporo wątpliwości – wchodzić czy nie wchodzić. Nie przepadam za ZOO. Myślałam, że zoo w Birmie, gdzie ludzie żyją w nie najlepszych warunkach, będzie raczej nieprzyjemnym miejscem. Na szczęście się pomyliłam. Zwierzaki w naszym chorzowskim zoo chętnie by się zamieniły z birmańskimi braćmi. Ciekawym rozwiązaniem była sprzedaż warzyw i owoców dla zwierząt przy każdej klatce, ogrodzeniu. Dzięki temu zwierzaki nie są karmione ciastkami i chipsami ale dostają to, co jest dla nich dobre i zdrowe. Tekst na ulotce, którą dostaliśmy głosi, iż w tym ZOO rozmnaża się gatunki celem wypuszczania ich na wolność w miejsca ich naturalnego występowania. W ogrodzie znalazł się także (pierwszy napotkany w Birmie) plac zabaw. Radość dla Ali podwójna, gdyż w tym miejscu spotkaliśmy sporą wycieczkę przedszkolną. Dzieciaki na specjalnie przygotowanych matach brały udział w konkursach. Były śpiewy i nagrody (Ala mimo braku występu oczywiście także dostała słodycze). Moje obserwacje są nastawione na życie rodzinne, na tematykę związaną z dzieciakami. Sceny te są doprawdy sielankowe. Birmańczycy mają hopla na punkcie dzieci. W godzinach południowych miasto zamienia się w wielki piknik. W cieniach drzew rodziny rozkładają maty, naczynia, jedzenie – wspólny plenerowy posiłek.

Po południu pojechaliśmy na rowerach na most w Amarapura. Ponad 4-godzinna wycieczka rowerowa w zwariowanych warunkach. W szczególności jazda ulicami Mandalay po zapadnięciu zmroku, w drodze powrotnej. Przemieszczanie się rowerem po ulicach dostarcza niezapomnianych wrażeń. Kto ma pierwszeństwo? Hm…Patrzę na sąsiada jadącego na skuterze i pędzę obok niego by przebić się na drugą stronę lub przejechać przez skrzyżowanie. Krajobrazy z okolic mostu urzekające! Zachodzące słońce upiększało widok. Po powrocie do hotelu jeszcze wieczorna godzina na schodach. Ala bawi się z birmańską rówieśnicą. Właśnie powrócił Jacek z biletami na jutrzejszą przeprawę promem ku kolejnemu miejscu – wczesnym rankiem płyniemy do Bagan.

2011-11-18 Mandalay 185 2011-11-18 Mandalay 016 2011-11-18 Mandalay 123 2011-11-18 Mandalay 165 2011-11-18 Mandalay 175 2011-11-18 Mandalay 177 2011-11-18 Mandalay 179

Ten wpis został opublikowany w kategorii Birma (Myanmar) i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s